Prywatne
Forma nauki: Regularne spotkania cykliczne, Zajęcia indywidualne
Poziom nauczania: Egzaminy i certyfikacja, Studia, Szkoła podstawowa, Szkoła średnia
Forma zajęć: Online
Stawka za godzinę: 180 zł
Opis
Pamiętam jednego z moich pierwszych uczniów, sprzed dwudziestu pięciu lat. Był pełen marzeń – chciał studiować medycynę. Wiedział, że to jego droga, że to powołanie. Ale miał też strach, który powtarza się u wielu uczniów: „Fizyka i chemia są dla mnie ścianą nie do przejścia”.
Usiedliśmy razem do pierwszego zadania ze stechiometrii. On długo patrzył w kartkę, po czym westchnął i powiedział:
– „Ja tego nie rozumiem. Mogę się uczyć godzinami, a i tak nie wychodzi. Może po prostu nie jestem do tego stworzony.”
To zdanie wracało do mnie przez całe lata, w różnych wersjach, wypowiadane różnymi głosami. Słyszałem je od uczniów w Warszawie, w Krakowie, w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Od maturzystów w małych miastach, od kandydatów do zagranicznych uczelni. Od uczniów IB, A-Level, IGCSE, od zdających polską maturę, od przygotowujących się do egzaminów IMAT i BMAT. W różnych wersjach, w różnych akcentach – zawsze to samo.
To zdanie jest krzykiem zwątpienia. I zaskakująco często – pierwszym krokiem do zmiany.
Ale zanim jeszcze zostałem korepetytorem, sam przez lata zadawałem sobie pytanie: dlaczego jedni uczniowie osiągają niezwykłe wyniki, a inni – mimo równie ciężkiej pracy – czują, że ciągle stoją w miejscu?
Czy to tylko kwestia wrodzonego talentu? Czy może szczęścia do dobrego nauczyciela?
Szukałem odpowiedzi długo. Czytałem dzieła wielkich pedagogów i filozofów – od Arystotelesa i Sokratesa, przez Herbarta i Deweya, po Kolbego. Zgłębiałem różne teorie: cykle uczenia się, modele pamięci, koncepcje motywacji. I w końcu zrozumiałem coś, co dziś jest dla mnie oczywiste: tajemnica zawsze była znana.
Nie chodzi o cudowne metody ani o magiczne wzory. Chodzi o połączenie chęci do pracy z odpowiednim prowadzeniem. Talent pomaga, ale nigdy nie zastąpi wytrwałości. A wytrwałość bez jasnego kierunku szybko gaśnie. Dlatego rolą nauczyciela jest dać uczniowi poczucie sensu i pokazać, że wiedza nie jest zamkniętą twierdzą, tylko drogą, którą każdy może przejść.
Ten chłopak, którego wspominam, zdał maturę świetnie. Dostał się na studia i dziś jest lekarzem. Do dziś pamiętam jego uśmiech, kiedy na ostatniej lekcji powiedział: „Proszę pana, myślałem, że nie dam rady. A jednak się udało.”
Kilka lat później zadzwoniła do mnie mama uczennicy. Był późny wieczór, a w jej głosie słychać było łzy. „Moja córka od zawsze była pracowita” – powiedziała. – „Ale fizyka i matematyka ją złamały. Siedzi w pokoju i powtarza, że nie da rady. Boję się, że straci szansę na medycynę.”
Na pierwszej lekcji córka siedziała cicho, ze spuszczoną głową. Nie zadawała pytań, jakby już się poddała. To był dobrze mi znany obraz – uczeń, który sam siebie przekonał, że jest „za słaby”.
Zaczęliśmy od prostych równań. Nie od trudnych wzorów, ale od logiki – od pokazania, że matematyka to nie magia, ale język opisujący świat. Gdy zrozumiała pierwsze proste zależności, w jej oczach pojawiła się iskra.
Potem przyszła kolej na fizykę – krok po kroku, od ruchu prostoliniowego aż po elektromagnetyzm.
Kilka miesięcy później ta sama dziewczyna trzymała w ręku wynik egzaminu IB, który otworzył jej drzwi do wymarzonego kierunku. Jej mama zadzwoniła ponownie – tym razem ze łzami szczęścia i ulgą w głosie.
Był też Bartek – maturzysta z liceum w Gdańsku. Matematyki nie cierpiał, na chemii uczył się wszystkiego na pamięć, a fizyka była dla niego „koszmarem nie do ruszenia”. Powiedział mi wtedy:
– „Proszę pana, ja jestem humanistą. Zawsze tak było. To nie dla mnie.”
Ile razy słyszałem te słowa? Setki, a może tysiące. Ale pokazałem mu, że równanie to nie suchy wzór, tylko opowieść o tym, co dzieje się w świecie. Najpierw proste zadania. Potem arkusze maturalne. A w końcu wyniki, które zaskoczyły nie tylko jego nauczycieli, ale i jego samego. Dziś studiuje w Gdańsku kierunek, którego wcześniej się obawiał – i radzi sobie znakomicie.
Przez te wszystkie lata spotykałem uczniów bardzo różnych. Perfekcjonistów, którzy potrafili płakać, bo jedno źle zrobione zadanie odbierało im całą wiarę w siebie. Pracusiów, którzy spędzali godziny nad książkami, ale nikt nie pokazał im, jak się uczyć skutecznie. Sceptyków, którzy od progu mówili: „ja nigdy nie zrozumiem fizyki”. Marzycieli, którzy chcieli studiować medycynę, inżynierię, prawo – ale bali się, że jeden przedmiot przekreśli im wszystko.
Miałem też uczniów dorosłych – informatyków, księgowych, dyrektorów wielkich firm. Ludzi, którzy odnieśli ogromny sukces finansowy, ale przychodzili do mnie na lekcje matematyki, fizyki czy teorii ekonomii, bo czuli, że kiedyś nie nauczyli się tego tak, jak powinni. Mówili, że mają wrażenie, iż coś im w życiu umknęło. I choć na co dzień podejmowali wielkie decyzje biznesowe, w czasie zajęć siadali jak zwykli uczniowie, z zeszytem i długopisem, i chcieli uczyć się – nie dla matury, nie dla egzaminu, ale dla siebie.
Ale z drugiej strony spotkałem też uczniów, którzy mieli wszystko – i ciągle byli nieszczęśliwi. Nigdy nie zapomnę pewnego młodego człowieka. Jego ojciec dał mu w wieku dwudziestu lat samochód, mieszkanie i opłacał mu korepetycje. A on mimo to ciągle był niezadowolony. W końcu zapytałem:
– „Czego panu brakuje? Przecież ma pan wszystko.”
Zrobił wtedy bardzo smutną minę, jego oczy wypełniły się goryczą. Już chciał coś powiedzieć, miał to na końcu języka… ale nagle się przestraszył i uciekł w milczenie. Wyszeptał tylko: „Czego brakuje?”. Ale ja w jego oczach odczytałem prawdziwą odpowiedź – brakowało mu miłości.
To była dla mnie bolesna lekcja. Bo pieniądze, prestiż i wszystkie materialne rzeczy nie zastąpią tego, co najważniejsze. Dlatego powtarzam moim uczniom i ich rodzicom: nie marnujcie swojej szansy. Jest jeszcze czas, żeby zmienić coś w życiu.
Każdy z nich miał inną historię. Jeden bał się wzorów. Inny bał się porażki. Jeszcze inny – że rozczaruje rodziców. A jednak za każdym razem, kiedy udało się przełamać ten strach, widziałem ten sam moment: nagłą pewność, że jednak się da. Że można. Że wiedza, która wcześniej wydawała się niedostępna, nagle zaczyna być logiczna i przyjazna.
Bo prawda jest taka, że problem rzadko tkwi w uczniu. Najczęściej tkwi w sposobie, w jaki był wcześniej prowadzony. Zamiast tłumaczyć krok po kroku – dostawał gotowe schematy. Zamiast pokazywać logikę – kazano mu się uczyć na pamięć. Zamiast pokazać, że matematyka, fizyka i chemia to język opisujący świat, ktoś przekonywał, że to „tylko wzory”. A przecież kiedy zrozumie się sens, bariery znikają.
Dlatego moje zajęcia nigdy nie są „suchym wykładem”. To rozmowa. Wspólne rozwiązywanie problemów. Powolne budowanie pewności siebie. Na moich lekcjach nie ma złych pytań. Nie ma wstydu. Nie ma „głupich błędów”. Każdy błąd jest tylko kolejnym krokiem na drodze do zrozumienia.
Spotykamy się online – przez MS Teams. Wirtualna tablica pozwala widzieć każdy krok rozumowania i każdą poprawkę. Rodzice mają spokój, bo wiedzą, że dziecko uczy się w bezpiecznym środowisku, a czas jest dobrze wykorzystany. Uczniowie mają komfort i poczucie, że naprawdę robią postępy.
Uczę też technik egzaminacyjnych – jak radzić sobie ze stresem, jak zarządzać czasem, jak szukać prostych rozwiązań w trudnych zadaniach. Bo często największym wrogiem ucznia nie jest trudne równanie, ale lęk przed porażką. A kiedy ten lęk znika, zaczynają się wyniki, które naprawdę otwierają drzwi.
Cena zajęć to 180 zł za 45 minut. Ale prawdziwa wartość nie tkwi w tej liczbie. Bo każda lekcja to nie tylko zadania. To historia, którą piszemy razem. Historia o przełamywaniu barier. Historia o tym, że egzamin nie musi być końcem marzeń, ale początkiem nowej drogi.
Jeśli Twoje dziecko czuje, że matematyka, chemia czy fizyka odbierają mu wiarę w siebie – zadzwoń do mnie.
Od 25 lat pomagam uczniom odkrywać, że nawet najtrudniejszy egzamin można zamienić w trampolinę do sukcesu.
I wiem jedno: każdy ma w sobie potencjał, by to osiągnąć. Wystarczy tylko zrobić pierwszy krok.
Nie wiem jednak, jak długo jeszcze będę udzielał korepetycji – może rok, może pięć, a może dziesięć lat. Ale wiem, że kiedyś ten moment nadejdzie i nasze drogi mogą się już nie spotkać. Dlatego warto skorzystać z tej szansy teraz – bo edukacja to nie tylko przygotowanie do egzaminu, ale inwestycja w całe życie.
Na koniec chcę podziękować.
Dziękuję każdemu uczniowi, który kiedykolwiek powiedział: „Nie dam rady” – bo to właśnie te słowa są początkiem zmiany.
Dziękuję rodzicom, którzy ufają i powierzają mi edukację swoich dzieci – bo wiem, jak wielka to odpowiedzialność.
Dziękuję przyszłym uczniom, którzy dopiero zastanawiają się, czy warto zrobić pierwszy krok – bo wiem, że ten krok może zmienić ich życie.
I dziękuję nawet każdemu korepetytorowi, który czyta to ogłoszenie – bo niezależnie od konkurencji, łączy nas jedno: pragnienie, aby młodzi ludzie uwierzyli w siebie i w swoje możliwości.
Bo edukacja nie jest wyścigiem. Edukacja jest wspólnym wysiłkiem – i każdy, kto się do niego dokłada, zasługuje na wdzięczność.
Usiedliśmy razem do pierwszego zadania ze stechiometrii. On długo patrzył w kartkę, po czym westchnął i powiedział:
– „Ja tego nie rozumiem. Mogę się uczyć godzinami, a i tak nie wychodzi. Może po prostu nie jestem do tego stworzony.”
To zdanie wracało do mnie przez całe lata, w różnych wersjach, wypowiadane różnymi głosami. Słyszałem je od uczniów w Warszawie, w Krakowie, w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Od maturzystów w małych miastach, od kandydatów do zagranicznych uczelni. Od uczniów IB, A-Level, IGCSE, od zdających polską maturę, od przygotowujących się do egzaminów IMAT i BMAT. W różnych wersjach, w różnych akcentach – zawsze to samo.
To zdanie jest krzykiem zwątpienia. I zaskakująco często – pierwszym krokiem do zmiany.
Ale zanim jeszcze zostałem korepetytorem, sam przez lata zadawałem sobie pytanie: dlaczego jedni uczniowie osiągają niezwykłe wyniki, a inni – mimo równie ciężkiej pracy – czują, że ciągle stoją w miejscu?
Czy to tylko kwestia wrodzonego talentu? Czy może szczęścia do dobrego nauczyciela?
Szukałem odpowiedzi długo. Czytałem dzieła wielkich pedagogów i filozofów – od Arystotelesa i Sokratesa, przez Herbarta i Deweya, po Kolbego. Zgłębiałem różne teorie: cykle uczenia się, modele pamięci, koncepcje motywacji. I w końcu zrozumiałem coś, co dziś jest dla mnie oczywiste: tajemnica zawsze była znana.
Nie chodzi o cudowne metody ani o magiczne wzory. Chodzi o połączenie chęci do pracy z odpowiednim prowadzeniem. Talent pomaga, ale nigdy nie zastąpi wytrwałości. A wytrwałość bez jasnego kierunku szybko gaśnie. Dlatego rolą nauczyciela jest dać uczniowi poczucie sensu i pokazać, że wiedza nie jest zamkniętą twierdzą, tylko drogą, którą każdy może przejść.
Ten chłopak, którego wspominam, zdał maturę świetnie. Dostał się na studia i dziś jest lekarzem. Do dziś pamiętam jego uśmiech, kiedy na ostatniej lekcji powiedział: „Proszę pana, myślałem, że nie dam rady. A jednak się udało.”
Kilka lat później zadzwoniła do mnie mama uczennicy. Był późny wieczór, a w jej głosie słychać było łzy. „Moja córka od zawsze była pracowita” – powiedziała. – „Ale fizyka i matematyka ją złamały. Siedzi w pokoju i powtarza, że nie da rady. Boję się, że straci szansę na medycynę.”
Na pierwszej lekcji córka siedziała cicho, ze spuszczoną głową. Nie zadawała pytań, jakby już się poddała. To był dobrze mi znany obraz – uczeń, który sam siebie przekonał, że jest „za słaby”.
Zaczęliśmy od prostych równań. Nie od trudnych wzorów, ale od logiki – od pokazania, że matematyka to nie magia, ale język opisujący świat. Gdy zrozumiała pierwsze proste zależności, w jej oczach pojawiła się iskra.
Potem przyszła kolej na fizykę – krok po kroku, od ruchu prostoliniowego aż po elektromagnetyzm.
Kilka miesięcy później ta sama dziewczyna trzymała w ręku wynik egzaminu IB, który otworzył jej drzwi do wymarzonego kierunku. Jej mama zadzwoniła ponownie – tym razem ze łzami szczęścia i ulgą w głosie.
Był też Bartek – maturzysta z liceum w Gdańsku. Matematyki nie cierpiał, na chemii uczył się wszystkiego na pamięć, a fizyka była dla niego „koszmarem nie do ruszenia”. Powiedział mi wtedy:
– „Proszę pana, ja jestem humanistą. Zawsze tak było. To nie dla mnie.”
Ile razy słyszałem te słowa? Setki, a może tysiące. Ale pokazałem mu, że równanie to nie suchy wzór, tylko opowieść o tym, co dzieje się w świecie. Najpierw proste zadania. Potem arkusze maturalne. A w końcu wyniki, które zaskoczyły nie tylko jego nauczycieli, ale i jego samego. Dziś studiuje w Gdańsku kierunek, którego wcześniej się obawiał – i radzi sobie znakomicie.
Przez te wszystkie lata spotykałem uczniów bardzo różnych. Perfekcjonistów, którzy potrafili płakać, bo jedno źle zrobione zadanie odbierało im całą wiarę w siebie. Pracusiów, którzy spędzali godziny nad książkami, ale nikt nie pokazał im, jak się uczyć skutecznie. Sceptyków, którzy od progu mówili: „ja nigdy nie zrozumiem fizyki”. Marzycieli, którzy chcieli studiować medycynę, inżynierię, prawo – ale bali się, że jeden przedmiot przekreśli im wszystko.
Miałem też uczniów dorosłych – informatyków, księgowych, dyrektorów wielkich firm. Ludzi, którzy odnieśli ogromny sukces finansowy, ale przychodzili do mnie na lekcje matematyki, fizyki czy teorii ekonomii, bo czuli, że kiedyś nie nauczyli się tego tak, jak powinni. Mówili, że mają wrażenie, iż coś im w życiu umknęło. I choć na co dzień podejmowali wielkie decyzje biznesowe, w czasie zajęć siadali jak zwykli uczniowie, z zeszytem i długopisem, i chcieli uczyć się – nie dla matury, nie dla egzaminu, ale dla siebie.
Ale z drugiej strony spotkałem też uczniów, którzy mieli wszystko – i ciągle byli nieszczęśliwi. Nigdy nie zapomnę pewnego młodego człowieka. Jego ojciec dał mu w wieku dwudziestu lat samochód, mieszkanie i opłacał mu korepetycje. A on mimo to ciągle był niezadowolony. W końcu zapytałem:
– „Czego panu brakuje? Przecież ma pan wszystko.”
Zrobił wtedy bardzo smutną minę, jego oczy wypełniły się goryczą. Już chciał coś powiedzieć, miał to na końcu języka… ale nagle się przestraszył i uciekł w milczenie. Wyszeptał tylko: „Czego brakuje?”. Ale ja w jego oczach odczytałem prawdziwą odpowiedź – brakowało mu miłości.
To była dla mnie bolesna lekcja. Bo pieniądze, prestiż i wszystkie materialne rzeczy nie zastąpią tego, co najważniejsze. Dlatego powtarzam moim uczniom i ich rodzicom: nie marnujcie swojej szansy. Jest jeszcze czas, żeby zmienić coś w życiu.
Każdy z nich miał inną historię. Jeden bał się wzorów. Inny bał się porażki. Jeszcze inny – że rozczaruje rodziców. A jednak za każdym razem, kiedy udało się przełamać ten strach, widziałem ten sam moment: nagłą pewność, że jednak się da. Że można. Że wiedza, która wcześniej wydawała się niedostępna, nagle zaczyna być logiczna i przyjazna.
Bo prawda jest taka, że problem rzadko tkwi w uczniu. Najczęściej tkwi w sposobie, w jaki był wcześniej prowadzony. Zamiast tłumaczyć krok po kroku – dostawał gotowe schematy. Zamiast pokazywać logikę – kazano mu się uczyć na pamięć. Zamiast pokazać, że matematyka, fizyka i chemia to język opisujący świat, ktoś przekonywał, że to „tylko wzory”. A przecież kiedy zrozumie się sens, bariery znikają.
Dlatego moje zajęcia nigdy nie są „suchym wykładem”. To rozmowa. Wspólne rozwiązywanie problemów. Powolne budowanie pewności siebie. Na moich lekcjach nie ma złych pytań. Nie ma wstydu. Nie ma „głupich błędów”. Każdy błąd jest tylko kolejnym krokiem na drodze do zrozumienia.
Spotykamy się online – przez MS Teams. Wirtualna tablica pozwala widzieć każdy krok rozumowania i każdą poprawkę. Rodzice mają spokój, bo wiedzą, że dziecko uczy się w bezpiecznym środowisku, a czas jest dobrze wykorzystany. Uczniowie mają komfort i poczucie, że naprawdę robią postępy.
Uczę też technik egzaminacyjnych – jak radzić sobie ze stresem, jak zarządzać czasem, jak szukać prostych rozwiązań w trudnych zadaniach. Bo często największym wrogiem ucznia nie jest trudne równanie, ale lęk przed porażką. A kiedy ten lęk znika, zaczynają się wyniki, które naprawdę otwierają drzwi.
Cena zajęć to 180 zł za 45 minut. Ale prawdziwa wartość nie tkwi w tej liczbie. Bo każda lekcja to nie tylko zadania. To historia, którą piszemy razem. Historia o przełamywaniu barier. Historia o tym, że egzamin nie musi być końcem marzeń, ale początkiem nowej drogi.
Jeśli Twoje dziecko czuje, że matematyka, chemia czy fizyka odbierają mu wiarę w siebie – zadzwoń do mnie.
Od 25 lat pomagam uczniom odkrywać, że nawet najtrudniejszy egzamin można zamienić w trampolinę do sukcesu.
I wiem jedno: każdy ma w sobie potencjał, by to osiągnąć. Wystarczy tylko zrobić pierwszy krok.
Nie wiem jednak, jak długo jeszcze będę udzielał korepetycji – może rok, może pięć, a może dziesięć lat. Ale wiem, że kiedyś ten moment nadejdzie i nasze drogi mogą się już nie spotkać. Dlatego warto skorzystać z tej szansy teraz – bo edukacja to nie tylko przygotowanie do egzaminu, ale inwestycja w całe życie.
Na koniec chcę podziękować.
Dziękuję każdemu uczniowi, który kiedykolwiek powiedział: „Nie dam rady” – bo to właśnie te słowa są początkiem zmiany.
Dziękuję rodzicom, którzy ufają i powierzają mi edukację swoich dzieci – bo wiem, jak wielka to odpowiedzialność.
Dziękuję przyszłym uczniom, którzy dopiero zastanawiają się, czy warto zrobić pierwszy krok – bo wiem, że ten krok może zmienić ich życie.
I dziękuję nawet każdemu korepetytorowi, który czyta to ogłoszenie – bo niezależnie od konkurencji, łączy nas jedno: pragnienie, aby młodzi ludzie uwierzyli w siebie i w swoje możliwości.
Bo edukacja nie jest wyścigiem. Edukacja jest wspólnym wysiłkiem – i każdy, kto się do niego dokłada, zasługuje na wdzięczność.
ID: 1023021239
Skontaktuj się
xxx xxx xxx
Dodane 25 stycznia 2026
Matematyka Fizyka Chemia do IB HL/SL & A-Level Maths Chemistry Physics
180 zł
Lokalizacja