Firmowe
Stan: Używane
Opis
Wharfedale Super Linton - Stereolife Tomasz Karasiński
Lintony się przyjęły, trzeba pójść dalej, wprowadzić szereg poprawek i "odblokować" ich potencjał...
To słychać.
Pierwsza i moim zdaniem najważniejsza zmiana względem poprzednika dotyczy charakteru i jakości niskich tonów. Podobnie jak w Lintonach Heritage, mamy do czynienia z konstrukcją, która nie pozostawia wątpliwości, że w tej materii potrafi pokazać bardzo dużo. O ile jednak tam chwilami tego szczęścia mogło być zbyt wiele, tutaj niskie tony są nie tylko głębokie, swobodne, mięsiste i potężne, ale także wystarczająco zwinne i konturowe, aby dźwięk nie rozlewał się po podłodze. Bas wyraźnie przyspieszył, co w dużym stopniu wpływa na postrzeganie całej reszty. Brzmienie zbudowane na nieco poluzowanej podstawie zawsze będzie nam się wydawało odrobinę niewyraźne. Tutaj natomiast niskie tony są masywne, ale stabilne. Do tego odnoszę wrażenie, że schodzą nawet głębiej niż w starszym modelu, aczkolwiek aby mieć całkowitą pewność, musiałbym przeprowadzić bezpośrednie porównanie, a z oczywistych względów nie miałem ku temu sposobności. Może sześć lat temu po zakończonym teście trzeba było kupić Lintony Heritage, chociażby jako formę lokaty kapitału, bo dziś dobrze utrzymane, używane egzemplarze "chodzą" za 3500-4000 zł. Tak czy inaczej w Super Lintonach wyraźnie słychać postęp i zaczyna się on tam, gdzie było najwięcej do zrobienia. Niskie tony w ich wydaniu są obfite, ale dobrze kontrolowane i przewidywalne. Nie trzeba się obawiać, że na każdym nagraniu kolumny zagrają inaczej - raz z nadmiarem średniego basu, innym razem z wyraźną dziurą. Tego rodzaju niespodzianki bywają typowe dla klasycznych monitorów BBC, a także dla starszych modeli JBL-a czy Klipscha. Ich brzmienie ma swój urok, ale trudno je nazwać neutralnym. Część słuchaczy jest tego świadoma i akceptuje specyfikę tych konstrukcji, skupiając się na ich mocnych stronach, takich jak piękna średnica czy nietypowa przestrzeń.
Z Super Lintonami takiego problemu nie ma. Może i wyglądają, jakby miały pięćdziesiąt lat, ale tak naprawdę są to nowoczesne monitory pozbawione typowych wad vintage'owych konstrukcji.
Zmiany w pozostałych aspektach prezentacji w dużej mierze wpisują się w to, co zaobserwowałem w zakresie niskich tonów, zupełnie jakby były przedłużeniem zabiegów wpływających na charakter basu lub miały z nimi bezpośredni związek.
Dźwięk przyspieszył, został zebrany do kupy, ale na szczęście nie wylano dziecka z kąpielą. Spójność i muzykalność Super Lintonów nie pozostawiają bowiem pola do krytyki, a już na pewno biorąc pod uwagę ich cenę.
Choć od testu Lintonów Heritage minęło prawie sześć lat, odnoszę wrażenie, że tutaj średnica jest bardziej namacalna i obecna, niesie większy ładunek informacyjny, pozwalając dokładniej i głębiej wgryzać się w odtwarzane nagrania.
Super Lintony oferują dostojny, głęboki, dynamiczny i oparty na głębokim basie dźwięk, ale nie przynudzają i nie otulają nas niczym ciepły, wełniany koc. Trzymają się konkretów i, jeśli mam być szczery, między innymi za to od razu je polubiłem.
Dźwięk przyspieszył, został zebrany do kupy, ale na szczęście nie wylano dziecka z kąpielą. Spójność i muzykalność Super Lintonów nie pozostawiają bowiem pola do krytyki, a już na pewno biorąc pod uwagę ich cenę. Choć od testu Lintonów Heritage minęło prawie sześć lat, odnoszę wrażenie, że tutaj średnica jest bardziej namacalna i obecna, niesie większy ładunek informacyjny, pozwalając dokładniej i głębiej wgryzać się w odtwarzane nagrania.
Aby cieszyć się takimi kolumnami w stu procentach, trzeba jednak umieć wykorzystać ich potencjał, a więc zadbać o dwie podstawowe rzeczy - ustawienie i sprzęt towarzyszący.
Częściowo omówiłem to w poprzednich akapitach, więc tylko przypomnę, o co mi chodzi. Po pierwsze, odpowiednio duże, przystosowane do słuchania muzyki pomieszczenie. Fakt, z technicznego punktu widzenia Super Lintony są zestawami podstawkowymi, ale to nie oznacza, że można je wstawić do dwunastometrowego pokoiku i udawać, że zrobiliśmy wszystko zgodnie ze sztuką, bo zamiast podłogówek kupiliśmy monitory.
Na moje oko 20 m² to rozsądne minimum.
Po drugie, wielkie skrzynie z dwoma bass-refleksami na tylnej ściance muszą mieć czym oddychać. Można oczywiście testować opcję z zatyczkami, ale chyba nie po to kupuje się takie monitory, żeby je później dławić. Ile dokładnie potrzeba?
W każdym pokoju będzie to inna wartość, ale moim zdaniem 40 cm to minimalny dystans, jaki trzeba zachować, aby uzyskać zdrowy, jędrny, wolny od buczenia i "tunelowych" naleciałości dźwięk.
Na koniec elektronika, kable i akcesoria - na moje oko aby zagrało to naprawdę dobrze i abyśmy nie mieli poczucia, że potencjał naszego sprzętu się marnuje, potrzebny jest system warty co najmniej tyle, ile kosztują Super Lintony z podstawkami.
Oczywiście nikt nikogo nie zastrzeli i żadna policja audiofilska nie pojawi się pod drzwiami każdego właściciela brytyjskich kolumn, który tego warunku nie spełni, ale ostrzegam tych, którzy wymyślą sobie taką koncepcję, aby podłączyć je do systemu all-in-one za 2000-3000 zł. To nie będzie grało. To będzie działało.
Może się nawet okazać, że zamiast grzecznie współpracować i pogodzić się ze swoim losem, Wharfedale pokażą wszystkie wady i niedociągnięcia taniej elektroniki.
Ich przejrzystość i dynamika jak najbardziej na to pozwalają. Nie są to złośliwe, wredne głośniki, które tylko czekają na pretekst, aby zareagować w taki sposób i sprawić, że krew popłynie nam z uszu, jednak jeśli macie stary, budżetowy amplituner i wpadliście na pomysł, aby zastąpić wysłużone kolumny takimi pięknymi, dużymi, nawiązującymi do złotej ery sprzętu audio monitorami, dajcie sobie czas, aby ten pomysł dopracować. Wybierzcie się na spacer, pójdźcie na siłownię, weźcie gorącą kąpiel, usiądźcie na kanapie i pogłaszczcie kota - wszystko jedno.
Zastanówcie się nad dwiema rzeczami - po pierwsze czy macie warunki, aby postawić w swoim pokoju odsłuchowym takie paczki, a po drugie, czy macie do czego je podłączyć lub będziecie mogli pozwolić sobie na zakup lepszej elektroniki, jeśli okaże się, że ta posiadana obecnie jest za słaba (nie w sensie mocy, a raczej jakości).
Jeżeli zobaczycie w wyobraźni dwa zielone światła, bierzcie śmiało, bo podobnie jak Lintony Heritage, Super Lintony są propozycją, obok której nie sposób przejść obojętnie
Podobnie jak oryginalny model o tej samej nazwie z 1967 roku, nowa wersja ma wyprzedzać Lintony Heritage pod każdym względem.
Brytyjczycy twierdzą, ze rezultatem ich prac jest umiarkowanie droższy, ale znacznie bardziej wydajny głośnik, który stanowi idealne uzupełnienie serii Heritage, oferując ścieżkę aktualizacji dla obecnych właścicieli Lintonów Heritage, a także wypełniając lukę między flagowym modelem Dovedale a mniejszymi i tańszymi monitorami, takimi jak chociażby Denton 85th.
Jeśli chodzi o głośniki, niskimi tonami zajmuje się 20-cm woofer z membraną z włókien aramidowych. Identyczny materiał zastosowano w 13,5-cm głośniku średniotonowym. Wysokie tony są domeną 25-mm miękkiej kopułki przesuniętej względem dwóch pozostałych głośników w lewo lub w prawo.
Obudowy sklejono z grubych płyt MDF i wykończono naturalnym fornirem.
Wnętrze wzmocniono, podzielono na oddzielne komory i obficie wytłumiono wełną mineralną. Super Linton korzysta z powiększonej obudowy i opatentowanej konstrukcji obudowy typu "sandwich", która charakteryzuje się redukującą rezonans kombinacją dwóch warstw MDF-u połączonych tłumiącym wibracje klejem.
Nowa jednostka basowa i mocniejszy system napędowy wzmacniają niskie częstotliwości, rozszerzając pasmo przenoszenia. Poprawiono również tweeter. Kopułkę z tkaniny pokryto specjalnym materiałem tłumiącym, usprawniono układ magnetyczny i zmieniono profil tuby, w której osadzona jest membrana, co ma zapewniać płynną reakcję aż do górnego średniego zakresu. Nowa konstrukcja płyty przedniej wzmacnia dyspersję wysokich częstotliwości, dopasowując się do uderzenia i szczegółowości nowej jednostki basowej. Udoskonalona komora przetwornika średniotonowego eliminuje fale pochodzące od tylnej strony membrany za pomocą, jak to napisał producent, wielu warstw włókien długowłosych, co skutkuje bardziej naturalnym uwydatnieniem częstotliwości wokalnych i instrumentalnych. Konstrukcja zwrotnicy typu split-PCB wykorzystuje komponenty dobrane pod kątem neutralności brzmienia i optymalnego transferu sygnału.
W Super Lintonach zastosowano nawet okablowanie LCOFC - niby żaden hi-end, ale dobrze wiedzieć, że zadbano nawet o takie drobiazgi. W tym przedziale cenowym bynajmniej nie jest to norma.
Super Lintony są raczej łatwe do wysterowania.
Powinien sobie z nimi poradzić każdy względnie wydajny wzmacniacz.
Nam przypadło do gustu, najbardziej połączenie z Vincentem SV-228 i Unisonem Resersch Unico DUO.
Możliwa zamiana...
Pytania, informacje, negocjacje i wycena ew. zamiany :
tel. 6 9 0 - 9 7 0 - 6 9 0
Wrocław ul. Krucza 79
Czynne w godz 10-18 / 10-13 sob.
Lintony się przyjęły, trzeba pójść dalej, wprowadzić szereg poprawek i "odblokować" ich potencjał...
To słychać.
Pierwsza i moim zdaniem najważniejsza zmiana względem poprzednika dotyczy charakteru i jakości niskich tonów. Podobnie jak w Lintonach Heritage, mamy do czynienia z konstrukcją, która nie pozostawia wątpliwości, że w tej materii potrafi pokazać bardzo dużo. O ile jednak tam chwilami tego szczęścia mogło być zbyt wiele, tutaj niskie tony są nie tylko głębokie, swobodne, mięsiste i potężne, ale także wystarczająco zwinne i konturowe, aby dźwięk nie rozlewał się po podłodze. Bas wyraźnie przyspieszył, co w dużym stopniu wpływa na postrzeganie całej reszty. Brzmienie zbudowane na nieco poluzowanej podstawie zawsze będzie nam się wydawało odrobinę niewyraźne. Tutaj natomiast niskie tony są masywne, ale stabilne. Do tego odnoszę wrażenie, że schodzą nawet głębiej niż w starszym modelu, aczkolwiek aby mieć całkowitą pewność, musiałbym przeprowadzić bezpośrednie porównanie, a z oczywistych względów nie miałem ku temu sposobności. Może sześć lat temu po zakończonym teście trzeba było kupić Lintony Heritage, chociażby jako formę lokaty kapitału, bo dziś dobrze utrzymane, używane egzemplarze "chodzą" za 3500-4000 zł. Tak czy inaczej w Super Lintonach wyraźnie słychać postęp i zaczyna się on tam, gdzie było najwięcej do zrobienia. Niskie tony w ich wydaniu są obfite, ale dobrze kontrolowane i przewidywalne. Nie trzeba się obawiać, że na każdym nagraniu kolumny zagrają inaczej - raz z nadmiarem średniego basu, innym razem z wyraźną dziurą. Tego rodzaju niespodzianki bywają typowe dla klasycznych monitorów BBC, a także dla starszych modeli JBL-a czy Klipscha. Ich brzmienie ma swój urok, ale trudno je nazwać neutralnym. Część słuchaczy jest tego świadoma i akceptuje specyfikę tych konstrukcji, skupiając się na ich mocnych stronach, takich jak piękna średnica czy nietypowa przestrzeń.
Z Super Lintonami takiego problemu nie ma. Może i wyglądają, jakby miały pięćdziesiąt lat, ale tak naprawdę są to nowoczesne monitory pozbawione typowych wad vintage'owych konstrukcji.
Zmiany w pozostałych aspektach prezentacji w dużej mierze wpisują się w to, co zaobserwowałem w zakresie niskich tonów, zupełnie jakby były przedłużeniem zabiegów wpływających na charakter basu lub miały z nimi bezpośredni związek.
Dźwięk przyspieszył, został zebrany do kupy, ale na szczęście nie wylano dziecka z kąpielą. Spójność i muzykalność Super Lintonów nie pozostawiają bowiem pola do krytyki, a już na pewno biorąc pod uwagę ich cenę.
Choć od testu Lintonów Heritage minęło prawie sześć lat, odnoszę wrażenie, że tutaj średnica jest bardziej namacalna i obecna, niesie większy ładunek informacyjny, pozwalając dokładniej i głębiej wgryzać się w odtwarzane nagrania.
Super Lintony oferują dostojny, głęboki, dynamiczny i oparty na głębokim basie dźwięk, ale nie przynudzają i nie otulają nas niczym ciepły, wełniany koc. Trzymają się konkretów i, jeśli mam być szczery, między innymi za to od razu je polubiłem.
Dźwięk przyspieszył, został zebrany do kupy, ale na szczęście nie wylano dziecka z kąpielą. Spójność i muzykalność Super Lintonów nie pozostawiają bowiem pola do krytyki, a już na pewno biorąc pod uwagę ich cenę. Choć od testu Lintonów Heritage minęło prawie sześć lat, odnoszę wrażenie, że tutaj średnica jest bardziej namacalna i obecna, niesie większy ładunek informacyjny, pozwalając dokładniej i głębiej wgryzać się w odtwarzane nagrania.
Aby cieszyć się takimi kolumnami w stu procentach, trzeba jednak umieć wykorzystać ich potencjał, a więc zadbać o dwie podstawowe rzeczy - ustawienie i sprzęt towarzyszący.
Częściowo omówiłem to w poprzednich akapitach, więc tylko przypomnę, o co mi chodzi. Po pierwsze, odpowiednio duże, przystosowane do słuchania muzyki pomieszczenie. Fakt, z technicznego punktu widzenia Super Lintony są zestawami podstawkowymi, ale to nie oznacza, że można je wstawić do dwunastometrowego pokoiku i udawać, że zrobiliśmy wszystko zgodnie ze sztuką, bo zamiast podłogówek kupiliśmy monitory.
Na moje oko 20 m² to rozsądne minimum.
Po drugie, wielkie skrzynie z dwoma bass-refleksami na tylnej ściance muszą mieć czym oddychać. Można oczywiście testować opcję z zatyczkami, ale chyba nie po to kupuje się takie monitory, żeby je później dławić. Ile dokładnie potrzeba?
W każdym pokoju będzie to inna wartość, ale moim zdaniem 40 cm to minimalny dystans, jaki trzeba zachować, aby uzyskać zdrowy, jędrny, wolny od buczenia i "tunelowych" naleciałości dźwięk.
Na koniec elektronika, kable i akcesoria - na moje oko aby zagrało to naprawdę dobrze i abyśmy nie mieli poczucia, że potencjał naszego sprzętu się marnuje, potrzebny jest system warty co najmniej tyle, ile kosztują Super Lintony z podstawkami.
Oczywiście nikt nikogo nie zastrzeli i żadna policja audiofilska nie pojawi się pod drzwiami każdego właściciela brytyjskich kolumn, który tego warunku nie spełni, ale ostrzegam tych, którzy wymyślą sobie taką koncepcję, aby podłączyć je do systemu all-in-one za 2000-3000 zł. To nie będzie grało. To będzie działało.
Może się nawet okazać, że zamiast grzecznie współpracować i pogodzić się ze swoim losem, Wharfedale pokażą wszystkie wady i niedociągnięcia taniej elektroniki.
Ich przejrzystość i dynamika jak najbardziej na to pozwalają. Nie są to złośliwe, wredne głośniki, które tylko czekają na pretekst, aby zareagować w taki sposób i sprawić, że krew popłynie nam z uszu, jednak jeśli macie stary, budżetowy amplituner i wpadliście na pomysł, aby zastąpić wysłużone kolumny takimi pięknymi, dużymi, nawiązującymi do złotej ery sprzętu audio monitorami, dajcie sobie czas, aby ten pomysł dopracować. Wybierzcie się na spacer, pójdźcie na siłownię, weźcie gorącą kąpiel, usiądźcie na kanapie i pogłaszczcie kota - wszystko jedno.
Zastanówcie się nad dwiema rzeczami - po pierwsze czy macie warunki, aby postawić w swoim pokoju odsłuchowym takie paczki, a po drugie, czy macie do czego je podłączyć lub będziecie mogli pozwolić sobie na zakup lepszej elektroniki, jeśli okaże się, że ta posiadana obecnie jest za słaba (nie w sensie mocy, a raczej jakości).
Jeżeli zobaczycie w wyobraźni dwa zielone światła, bierzcie śmiało, bo podobnie jak Lintony Heritage, Super Lintony są propozycją, obok której nie sposób przejść obojętnie
Podobnie jak oryginalny model o tej samej nazwie z 1967 roku, nowa wersja ma wyprzedzać Lintony Heritage pod każdym względem.
Brytyjczycy twierdzą, ze rezultatem ich prac jest umiarkowanie droższy, ale znacznie bardziej wydajny głośnik, który stanowi idealne uzupełnienie serii Heritage, oferując ścieżkę aktualizacji dla obecnych właścicieli Lintonów Heritage, a także wypełniając lukę między flagowym modelem Dovedale a mniejszymi i tańszymi monitorami, takimi jak chociażby Denton 85th.
Jeśli chodzi o głośniki, niskimi tonami zajmuje się 20-cm woofer z membraną z włókien aramidowych. Identyczny materiał zastosowano w 13,5-cm głośniku średniotonowym. Wysokie tony są domeną 25-mm miękkiej kopułki przesuniętej względem dwóch pozostałych głośników w lewo lub w prawo.
Obudowy sklejono z grubych płyt MDF i wykończono naturalnym fornirem.
Wnętrze wzmocniono, podzielono na oddzielne komory i obficie wytłumiono wełną mineralną. Super Linton korzysta z powiększonej obudowy i opatentowanej konstrukcji obudowy typu "sandwich", która charakteryzuje się redukującą rezonans kombinacją dwóch warstw MDF-u połączonych tłumiącym wibracje klejem.
Nowa jednostka basowa i mocniejszy system napędowy wzmacniają niskie częstotliwości, rozszerzając pasmo przenoszenia. Poprawiono również tweeter. Kopułkę z tkaniny pokryto specjalnym materiałem tłumiącym, usprawniono układ magnetyczny i zmieniono profil tuby, w której osadzona jest membrana, co ma zapewniać płynną reakcję aż do górnego średniego zakresu. Nowa konstrukcja płyty przedniej wzmacnia dyspersję wysokich częstotliwości, dopasowując się do uderzenia i szczegółowości nowej jednostki basowej. Udoskonalona komora przetwornika średniotonowego eliminuje fale pochodzące od tylnej strony membrany za pomocą, jak to napisał producent, wielu warstw włókien długowłosych, co skutkuje bardziej naturalnym uwydatnieniem częstotliwości wokalnych i instrumentalnych. Konstrukcja zwrotnicy typu split-PCB wykorzystuje komponenty dobrane pod kątem neutralności brzmienia i optymalnego transferu sygnału.
W Super Lintonach zastosowano nawet okablowanie LCOFC - niby żaden hi-end, ale dobrze wiedzieć, że zadbano nawet o takie drobiazgi. W tym przedziale cenowym bynajmniej nie jest to norma.
Super Lintony są raczej łatwe do wysterowania.
Powinien sobie z nimi poradzić każdy względnie wydajny wzmacniacz.
Nam przypadło do gustu, najbardziej połączenie z Vincentem SV-228 i Unisonem Resersch Unico DUO.
Możliwa zamiana...
Pytania, informacje, negocjacje i wycena ew. zamiany :
tel. 6 9 0 - 9 7 0 - 6 9 0
Wrocław ul. Krucza 79
Czynne w godz 10-18 / 10-13 sob.
ID: 1047619622
Skontaktuj się
xxx xxx xxx
Odświeżono dnia 09 lutego 2026
Wharfedale Super Linton | możliwa zamiana | sklep WROCŁAW
7 700 zł
Lokalizacja