Prywatne
Stan: Używane
Opis
Hi-endowy lampowy transport plików Ayon NW-T w stanie nowym. Doskonała jakość dźwięku i niezawodność. Idealny do odsłuchu plików muzycznych w najwyższej jakości.
Ayon NW-T jest świetnym przykładem jak firmowe i znajdujące szerokie grono zwolenników brzmienie może ewoluować. Zachowując genetyczne cechy swoich poprzedników prezentuje zdecydowanie wyższy poziom muzykalności i pobłażliwości dla materiału źródłowego, potrafiąc jednocześnie olśnić finezją i wysublimowaniem referencyjnych realizacji zapisanych w plikach wysokiej rozdzielczości. Dla posiadaczy odtwarzaczy Ayona odsłuch NW-T powinien być obowiązkowy. Szansa na to, że pliki „zagrają” bardziej analogowo od CD wydaje się wielce prawdopodobna.
Dane techniczne:
Upsampling: 192 kHz/24 bity
Obsługiwane formaty plików: WAV, FLAC, AIFF 192 kHz/24 bity; AAC, HE-AAC 96 kHz/24 bity
Lampy: 6H14 (wyjście cyfrowe – bufor sygnału) + 6Z4 ( zasilanie dla bufora lampowego na wyjściu cyfrowym)
Dynamika: > 120 dB
Wejście analogowe/ADC: 2 x RCA (24 bity/192 kHz)
Wyjścia cyfrowe: S/PDIF, BNC, I2S, TosLink, AES/EBU
Wejścia cyfrowe: USB, typu A, przód/tył (pendrajw, twardy dysk)
Wejścia streamingowe: wkręcana antena RP-SMA Wi-Fi (połączenie bezprzewodowe) 802.11 b/g, gniazdo UTP RJ45 10/100Mbps (połączenie przewodowe)
Stosunek sygnał/szum: > 120 dB
Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 50 kHz (+/- 0,3 dB)
Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD): 0,002% (1 kHz)
Wymiary (WxDxH): 480 x 360 x 120 cm
Waga: 10 kg
A teraz najważniejsze, czyli brzmienie. Jeśli sięgnąłbym pamięcią do zeszłorocznych testów Ayona S-3 i Trigona Chronologa, to w ślepym odsłuchu NW-T podłączony pod wejścia pod koniec poprzedniego akapitu przetworników był zdecydowanie bliższy temu, co potrafił z cyfrowym dźwiękiem zrobić Chronolog, niż poprzednie dzieło Gerharda Hirta. Choć firmowa precyzja i dokładność cyfrowej obrabiarki CNC wciąż była obecna, to o dziwo pierwsze skrzypce zaczęły grać soczystość i namacalność dźwięku tworzące zaskakująco muzykalny, niemalże pastelowy obraz. Jednak zamiast impresjonistycznych, trudnych do dokładnego określenia i zlokalizowania muzycznych plam NW-T dostarczał holograficznie realny spektakl w kolorach i głębi ostrości, jakie są w stanie oddać jedynie matryce średnioformatowych lustrzanek w stylu Hasselblada, czy Mamiy’i. Znają Państwo tą specyficzną odmianę frustracji, kiedy niezależnie od nakładu starań, wspięcia się na wyżyny umiejętności nie udaje się przekroczyć pewnego, „profesjonalnego” poziomu? Otóż właśnie podobnie jest z graniem z plików i najnowszym transportem Ayona. Można tracić czas, nerwy i pieniądze próbując za pomocą kosztownych, wyspecjalizowanych programów stworzyć idealny komputer do reprodukcji ulubionej muzyki, bądź szukać wśród zintegrowanych, komercyjnych rozwiązań. Jednak wpięcie w tor NW-T pokazuje może nie bezlitośnie, lecz z delikatną i ciepłą wyrozumiałością, że jeszcze nie, jeszcze długo nie będzie innym dane osiągnąć jego pułapu.
Poczynając od zmysłowego „Forget What I Said” Noory Noor („Soul Deep”) po łkającą na „Touching My Soul” gitarę Axla Rudi Pell’a („The Ballads IV”) czuć było maksymalnie wykorzystany potencjał drzemiący w znośnie zrealizowanym, ale jakże dalekim od audiofilskiego, materiale. Błędy, przestery, czy kompresja były oczywiście zauważalne, ale nie odbierały przyjemności obcowania z muzyką. Sposób, w jaki odtwarzane pliki traktował transport Ayona nasunął mi skojarzenia z ostatnim albumem Placido Domingo („Songs”), na którym ten wybitny tenor po prostu śpiewa zwykłe piosenki dla przyjemności. Bez zadęcia, operowej maniery i niepotrzebnej sztywności, na niesamowitym luzie. Nie musząc już niczego nikomu udowadniać robi to, co lubi a efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania.
Grając dużym, nasyconym dźwiękiem NW-T kreował scenę daleko wykraczającą poza ramy ustanowione przez kolumny i choć Gaudery pomimo swoich całkiem sporych rozmiarów nie miały problemów ze znikaniem, nawet z niższej klasy źródłami, to z wdzięcznością przyjęły obecność Ayona w torze. Największe różnice słychać było w wysublimowaniu, gładkości i otwartości góry pasma na materiale o wysokiej rozdzielczości. W dodatku, żeby to usłyszeć nie musiałem się posiłkować żadnymi audiofilskimi smętami, przepraszam samplerami. Wystarczył dostępny na HDtracks w 24bit/96kHz remaster „Nevermind” Nirvany. Blisko nagrany utwór „Polly” sugestywnie pokazał wysuniętego przed resztę zespołu Cobaina grającego na gitarze proste akordy, by na następnym „Territorial Pissings” uderzyć ścianą punkowego jazgotu i drącego się w niebogłosy wokalisty. Jednak o ile nawet tak szorstkie nagrania wypadały świetnie, to najwięcej radości przynosiły odsłuchy zdecydowanie bardziej cywilizowanych gatunków. Niespieszne, pełne mogących pozostać pominiętymi, przy nie dość uważnym odsłuchu, smaczków „Natsukashii” Helge Lien Trio, czy „Somethin' Else” Cannonball Adderley’ego niebezpiecznie zbliżały się do tego, czego można byłoby spodziewać się z gramofonu a nie z pozoru bezdusznego transportu plików. Jakaś, bliżej nieokreślona analogowa (a może lampowa?) homogeniczność powodowała, iż muzyka miała w sobie tak pożądany czar, żywe emocje i po prostu była obecna.
Kunszt i precyzję, z jaką kreowana była przestrzeń docenić można było również na „Carmina Celtica” Canty, gdzie kobiece głosy miały okazję w pełni wybrzmieć we wnętrzu edynburskiego Greyfriars Church. W dodatku pogłos i wygaszanie były w pełni naturalne, pozbawione ziarnistości, cyfrowego szumu w najdalszych planach i najniższych poziomach głośności aż do całkowitej ciszy.
Jako końcowego testu muzykalności i spójności użyłem soft – rockowego albumu „My Short Stories” Yui, na którym urocza, skośnooka artystka posługuje się dość ciekawą stylistycznie japońsko –angielską mieszanką językową. Z pozoru taki misz-masz może wydawać się ciekawy, jednak na zbyt skupiającym się na detalach, a nie całości zestawie, może powodować u słuchacza lekką dezorientację. Na NW-T nic podobnego nie występowało. Wokalistka z dziewczęcym entuzjazmem snuła swoje opowieści, a transport zadbał już o to, by żadne „dysonanse” nie zakłócały przyjemności odbioru. Podobnie było na „Les Fleurs du Mal” Theriona, gdzie na otwierającym „Poupee de cire, poupee the son” Lori Lewis, co bardziej wrażliwe jednostki mogła przyprawiać o stany lękowe. Piskliwy i rozedrgany głos na tle prawdziwej ściany gitarowego łojenia został przez Ayona przedstawiony bez zbędnych upiększeń, lecz w sposób daleki od prób napiętnowania potępieńczo piejącej profanki. Oczywiście tego typu repertuar u miłośników Anny Netrebko, czy Cecilii Bartoli mógłby uchodzić za świętokradztwo. Jednak o gustach się nie dyskutuje a miłośnicy gothic metalu powinni być nad wyraz zadowoleni, gdyż na Ayonie ich ulubione, mroczne i pełne iście barokowych ozdobników patetyczne koncept albumy nie traciły nic z właściwej im potęgi a przy tym nawet mocno niedoskonałe realizacje nie odzierano z przyjemności odsłuchu.
Uwaga..ma regulacje głośności.
można też podłączyć do weJść RCA analogowe urządzenie.gdzie nastąpi konwersja A/D.
Ayon NW-T jest świetnym przykładem jak firmowe i znajdujące szerokie grono zwolenników brzmienie może ewoluować. Zachowując genetyczne cechy swoich poprzedników prezentuje zdecydowanie wyższy poziom muzykalności i pobłażliwości dla materiału źródłowego, potrafiąc jednocześnie olśnić finezją i wysublimowaniem referencyjnych realizacji zapisanych w plikach wysokiej rozdzielczości. Dla posiadaczy odtwarzaczy Ayona odsłuch NW-T powinien być obowiązkowy. Szansa na to, że pliki „zagrają” bardziej analogowo od CD wydaje się wielce prawdopodobna.
Dane techniczne:
Upsampling: 192 kHz/24 bity
Obsługiwane formaty plików: WAV, FLAC, AIFF 192 kHz/24 bity; AAC, HE-AAC 96 kHz/24 bity
Lampy: 6H14 (wyjście cyfrowe – bufor sygnału) + 6Z4 ( zasilanie dla bufora lampowego na wyjściu cyfrowym)
Dynamika: > 120 dB
Wejście analogowe/ADC: 2 x RCA (24 bity/192 kHz)
Wyjścia cyfrowe: S/PDIF, BNC, I2S, TosLink, AES/EBU
Wejścia cyfrowe: USB, typu A, przód/tył (pendrajw, twardy dysk)
Wejścia streamingowe: wkręcana antena RP-SMA Wi-Fi (połączenie bezprzewodowe) 802.11 b/g, gniazdo UTP RJ45 10/100Mbps (połączenie przewodowe)
Stosunek sygnał/szum: > 120 dB
Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 50 kHz (+/- 0,3 dB)
Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD): 0,002% (1 kHz)
Wymiary (WxDxH): 480 x 360 x 120 cm
Waga: 10 kg
A teraz najważniejsze, czyli brzmienie. Jeśli sięgnąłbym pamięcią do zeszłorocznych testów Ayona S-3 i Trigona Chronologa, to w ślepym odsłuchu NW-T podłączony pod wejścia pod koniec poprzedniego akapitu przetworników był zdecydowanie bliższy temu, co potrafił z cyfrowym dźwiękiem zrobić Chronolog, niż poprzednie dzieło Gerharda Hirta. Choć firmowa precyzja i dokładność cyfrowej obrabiarki CNC wciąż była obecna, to o dziwo pierwsze skrzypce zaczęły grać soczystość i namacalność dźwięku tworzące zaskakująco muzykalny, niemalże pastelowy obraz. Jednak zamiast impresjonistycznych, trudnych do dokładnego określenia i zlokalizowania muzycznych plam NW-T dostarczał holograficznie realny spektakl w kolorach i głębi ostrości, jakie są w stanie oddać jedynie matryce średnioformatowych lustrzanek w stylu Hasselblada, czy Mamiy’i. Znają Państwo tą specyficzną odmianę frustracji, kiedy niezależnie od nakładu starań, wspięcia się na wyżyny umiejętności nie udaje się przekroczyć pewnego, „profesjonalnego” poziomu? Otóż właśnie podobnie jest z graniem z plików i najnowszym transportem Ayona. Można tracić czas, nerwy i pieniądze próbując za pomocą kosztownych, wyspecjalizowanych programów stworzyć idealny komputer do reprodukcji ulubionej muzyki, bądź szukać wśród zintegrowanych, komercyjnych rozwiązań. Jednak wpięcie w tor NW-T pokazuje może nie bezlitośnie, lecz z delikatną i ciepłą wyrozumiałością, że jeszcze nie, jeszcze długo nie będzie innym dane osiągnąć jego pułapu.
Poczynając od zmysłowego „Forget What I Said” Noory Noor („Soul Deep”) po łkającą na „Touching My Soul” gitarę Axla Rudi Pell’a („The Ballads IV”) czuć było maksymalnie wykorzystany potencjał drzemiący w znośnie zrealizowanym, ale jakże dalekim od audiofilskiego, materiale. Błędy, przestery, czy kompresja były oczywiście zauważalne, ale nie odbierały przyjemności obcowania z muzyką. Sposób, w jaki odtwarzane pliki traktował transport Ayona nasunął mi skojarzenia z ostatnim albumem Placido Domingo („Songs”), na którym ten wybitny tenor po prostu śpiewa zwykłe piosenki dla przyjemności. Bez zadęcia, operowej maniery i niepotrzebnej sztywności, na niesamowitym luzie. Nie musząc już niczego nikomu udowadniać robi to, co lubi a efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania.
Grając dużym, nasyconym dźwiękiem NW-T kreował scenę daleko wykraczającą poza ramy ustanowione przez kolumny i choć Gaudery pomimo swoich całkiem sporych rozmiarów nie miały problemów ze znikaniem, nawet z niższej klasy źródłami, to z wdzięcznością przyjęły obecność Ayona w torze. Największe różnice słychać było w wysublimowaniu, gładkości i otwartości góry pasma na materiale o wysokiej rozdzielczości. W dodatku, żeby to usłyszeć nie musiałem się posiłkować żadnymi audiofilskimi smętami, przepraszam samplerami. Wystarczył dostępny na HDtracks w 24bit/96kHz remaster „Nevermind” Nirvany. Blisko nagrany utwór „Polly” sugestywnie pokazał wysuniętego przed resztę zespołu Cobaina grającego na gitarze proste akordy, by na następnym „Territorial Pissings” uderzyć ścianą punkowego jazgotu i drącego się w niebogłosy wokalisty. Jednak o ile nawet tak szorstkie nagrania wypadały świetnie, to najwięcej radości przynosiły odsłuchy zdecydowanie bardziej cywilizowanych gatunków. Niespieszne, pełne mogących pozostać pominiętymi, przy nie dość uważnym odsłuchu, smaczków „Natsukashii” Helge Lien Trio, czy „Somethin' Else” Cannonball Adderley’ego niebezpiecznie zbliżały się do tego, czego można byłoby spodziewać się z gramofonu a nie z pozoru bezdusznego transportu plików. Jakaś, bliżej nieokreślona analogowa (a może lampowa?) homogeniczność powodowała, iż muzyka miała w sobie tak pożądany czar, żywe emocje i po prostu była obecna.
Kunszt i precyzję, z jaką kreowana była przestrzeń docenić można było również na „Carmina Celtica” Canty, gdzie kobiece głosy miały okazję w pełni wybrzmieć we wnętrzu edynburskiego Greyfriars Church. W dodatku pogłos i wygaszanie były w pełni naturalne, pozbawione ziarnistości, cyfrowego szumu w najdalszych planach i najniższych poziomach głośności aż do całkowitej ciszy.
Jako końcowego testu muzykalności i spójności użyłem soft – rockowego albumu „My Short Stories” Yui, na którym urocza, skośnooka artystka posługuje się dość ciekawą stylistycznie japońsko –angielską mieszanką językową. Z pozoru taki misz-masz może wydawać się ciekawy, jednak na zbyt skupiającym się na detalach, a nie całości zestawie, może powodować u słuchacza lekką dezorientację. Na NW-T nic podobnego nie występowało. Wokalistka z dziewczęcym entuzjazmem snuła swoje opowieści, a transport zadbał już o to, by żadne „dysonanse” nie zakłócały przyjemności odbioru. Podobnie było na „Les Fleurs du Mal” Theriona, gdzie na otwierającym „Poupee de cire, poupee the son” Lori Lewis, co bardziej wrażliwe jednostki mogła przyprawiać o stany lękowe. Piskliwy i rozedrgany głos na tle prawdziwej ściany gitarowego łojenia został przez Ayona przedstawiony bez zbędnych upiększeń, lecz w sposób daleki od prób napiętnowania potępieńczo piejącej profanki. Oczywiście tego typu repertuar u miłośników Anny Netrebko, czy Cecilii Bartoli mógłby uchodzić za świętokradztwo. Jednak o gustach się nie dyskutuje a miłośnicy gothic metalu powinni być nad wyraz zadowoleni, gdyż na Ayonie ich ulubione, mroczne i pełne iście barokowych ozdobników patetyczne koncept albumy nie traciły nic z właściwej im potęgi a przy tym nawet mocno niedoskonałe realizacje nie odzierano z przyjemności odsłuchu.
Uwaga..ma regulacje głośności.
można też podłączyć do weJść RCA analogowe urządzenie.gdzie nastąpi konwersja A/D.
ID: 1032151444
xxx xxx xxx
Dodane 13 lutego 2026
Ayon NW-T hi endowy lampowy transport plików.zamiana
16 900 zł
Lokalizacja