Twórcy Netfliksa nie rozumieją współczesnych miejsc pracy, czyli co jest nie tak z „Biurowym romansem”

Historia wydaje się obiecująca. Jackie Cruz (Jennifer Lopez) jest prezeską linii lotniczych, która słynie z żelaznej dyscypliny i bezwzględnie egzekwowanej polityki zakazującej romansów między pracownikami. Wszystko komplikuje się, gdy do firmy trafia brytyjski prawnik Daniel Blanchflower (Brett Goldstein). Nietrudno przewidzieć, dokąd zmierza fabuła. I właśnie przewidywalność okazuje się najmniejszym problemem tego filmu.

Z perspektywy dziennikarza zajmującego się rynkiem pracy najbardziej interesujące jest to, jak bardzo „Biurowy romans” zatrzymał się mentalnie w biurach sprzed dwóch dekad.

Kultura pracy z innej epoki

Przez ostatnie lata świat pracy przeszedł prawdziwą rewolucję. Rozmawiamy o bezpieczeństwie psychologicznym, przejrzystości zasad, relacjach opartych na zaufaniu, odpowiedzialności liderów i konfliktach interesów. Firmy coraz częściej odchodzą od prostych zakazów na rzecz procedur zarządzania relacjami między pracownikami. Film zdaje się tego nie zauważać. Zakaz romansów funkcjonuje tutaj przede wszystkim jako wygodny scenariuszowy pretekst do budowania napięcia. Nie ma refleksji nad tym, dlaczego takie regulacje w ogóle istnieją, gdzie przebiega granica między życiem prywatnym a zawodowym ani jakie ryzyka pojawiają się wtedy, gdy relacja dotyczy osób o nierównej pozycji w organizacji. W efekcie otrzymujemy obraz korporacji bardziej przypominający komedie romantyczne z początku lat 2000 niż współczesne miejsce pracy.

Liderka napisana stereotypami

Jennifer Lopez gra kobietę sukcesu, która – zgodnie z dobrze znanym schematem – okazuje się przede wszystkim… samotna i emocjonalnie niedostępna. To motyw, który popkultura eksploatuje od lat. Ambitna prezeska musi odkryć, że prawdziwe szczęście znajduje się poza salą konferencyjną.

Problem polega na tym, że współczesne seriale o pracy zrobiły już kilka kroków dalej. Produkcje takie jak Industry, Severance czy nawet Ted Lasso pokazują liderów jako postaci znacznie bardziej złożone.

Jackie pozostaje natomiast przede wszystkim archetypem. Szkoda, bo Jennifer Lopez ma wystarczającą ekranową charyzmę, by stworzyć znacznie ciekawszą bohaterkę.

Co film mówi o pracy?

Niestety – niewiele. A szkoda, bo punkt wyjścia dawał ogromne możliwości. W Polsce co czwarta para poznała się właśnie w pracy. To temat, na którym łatwo zbudować ciekawą fabułę. Można było opowiedzieć historię o samotności liderów. O odpowiedzialności za tysiące pracowników. O tym, jak trudno oddzielić życie prywatne od zawodowego, gdy praca staje się tożsamością.

Można było pokazać współczesną organizację mierzącą się z konfliktami interesów, polityką HR i oczekiwaniami młodszych pokoleń. Zamiast tego dostajemy serię znanych komediowych gagów (niektórych naprawdę niesmacznych) oraz romans rozwijający się dokładnie tak, jak widz przewidzi po pierwszych kilkunastu minutach. Krytycy zwracają uwagę także na rozwleczone sceny i wielokrotne powtarzanie tych samych żartów, co osłabia tempo filmu.