3 uważne sposoby na „słowotłok” w głowie – rozproszenie i natłok myśli

25.08.26
clock 5 min.
Joanna Dolińska Joanna Dolińska
3 uważne sposoby na „słowotłok” w głowie – rozproszenie i natłok myśli
Wielu z nas zna to uczucie, kiedy wieczorem, wyczerpani po całym dniu pracy, przykładamy głowę do poduszki z nadzieją na upragniony sen, ale odpoczynek nie przychodzi. Pojawia się za to „słowotłok w głowie” – natrętny natłok myśli. Zalewają one nasz umysł niczym fala zabierając nas albo w stronę przeszłości – rozpamiętywania tego, co się wydarzyło, albo w stronę przyszłości - zamartwiania się o to, co dopiero nadejdzie.

Może być też tak, że w nadmiernym pobudzeniu trudno nam się skupić się na jednej czynności. Przeskakujemy z zadania na zadanie, z treści na treść, nie mogąc skoncentrować swojej uwagi dłużej niż kilka chwil. Obliczono, że umysł każdego dnia produkuje ich tysiące, z czego większość negatywnych. Zdarza się, że rozbiegane myśli i chaos w głowie utrudniają nam odpoczynek i regenerację. 

Takie błądzenie myślami lub zbytnie nimi zaabsorbowanie, może sprawić, że bezrefleksyjnie suniemy przez nasze życie niczym na mentalnym autopilocie. To stan, w którym jesteśmy obecni gdzieś ciałem, ale nie duchem. Wykonujemy codzienne czynności i zawodowe obowiązki machinalnie, nawykowo, ale bez motywacji, zaangażowania i uważności. A także bez satysfakcji.

Jak zatem z takiego automatycznego trybu przełączać się w tryb bardziej świadomy i uważny?

Strategia nr 1 - mniej znaczy więcej

W pędzącym wciąż naprzód świecie, wpadliśmy w pułapkę multitaskingu – uwierzyliśmy, że umiejętność wykonywania kilku czynności jednocześnie to sprzymierzeniec produktywności. Jednak wbrew temu, co nam się tak często wydaje, zostaliśmy przez naturę stworzeni nie do multi- a do monotaskingu. Ewolucja zaprogramowała nasz mózg tak, że jest w stanie skutecznie wykonywać tylko jedno zadanie, które wymaga przetworzenia poznawczego na raz. 

Podejście mniej znaczy więcej polega na odrzuceniu wielozadaniowości i zamianie autopilota w świadomą redukcję biegu. To wolno(ść) w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu, bo polega na robieniu mniej i wolniej po to, by odzyskać swoją wewnętrzną wolność. Wykonując codzienne zadania bez pośpiechu i nadmiernej presji, możemy wysyłać układowi nerwowemu sygnał, że nasze otoczenie jest bezpieczne i może wyłączyć stan czuwania i mobilizacji. 

Ów świadomy wybór odpuszczenia w miejsce osiągania bywa jednak nie lada aktem odwagi. Wymaga od nas bowiem powiedzenia „nie” nowym zadaniom, zobowiązaniom lub zewnętrznej presji produktywności po to, żeby móc powiedzieć „tak” sobie i swoim potrzebom.

Strategia nr 2 - praktykuj JOMO i uważność

JOMO czyli skrót od angielskiego Joy of Missing Out to uczucie radości i satysfakcji wynikające z intencjonalnego wylogowania się ze świata online na rzecz aktywności czy niedziałania w świecie rzeczywistym. To jeden z elementów coraz szerzej obserwowanego ostatnio trendu analogowej nostalgii czyli tęsknoty za prawdziwymi doznaniami w fizycznym świecie. W coraz bardziej scyfryzowanym świecie, doświadczanie rzeczywistości w sposób niezapośredniczony przez ekrany i angażujący wszystkie nasze zmysły – spotkania na żywo, proste rytuały, powrót do papieru i przebywanie na łonie natury – stają się nowym luksusem.

JOMO przynosi ukojenie dla przemęczonego i przebodźcowanego umysłu, bo kiedy świadomie wybieramy bycie offline, nasze wyczerpane zasoby reagowania na stres mogą się zregenerować.

Jest korzystny dla naszego dobrostanu także dlatego, że uruchamia naszą uważność. Kiedy odrywamy nos od ekranów możemy zauważać i doceniać to, co wydarza się w chwili obecnej. Smakować życie tu i teraz. Zauważać swoje doznania, naturę, chłonąć zjawiska, które nas otaczają, docenić towarzystwo innych osób. 

Strategia nr 3 - doceniaj mikromomenty dobra

Wielu z nas z pewnością, zdarzyło się, że jedno negatywne wydarzenie z danego dnia przyćmiło kilka pozytywnych. Na przykład negatywny komentarz od szefa czy krytyczna uwaga kogoś bliskiego zepsuła nam humor na cały dzień. Albo też, że złe wiadomości w mediach analizowaliśmy i przeżywaliśmy dłużej niż te dobre. W końcu dobra wiadomość, to żadna wiadomość. I to nie tylko dla mediów, ale i dla naszego mózgu.

Nasz mózg jest bowiem urodzonym malkontentem. To rezultat tzw. inklinacji negatywnej czyli takiego sposobu funkcjonowania naszego umysłu, który sprawia, że nadmierne reagujemy na negatywne doświadczenia. Mamy większą skłonność do zauważania, zapamiętywania i nadawania większej wagi negatywnym wydarzeniom, podczas gdy te pozytywne łatwiej umykają naszej uwadze. To negatywne nastawienie mózgu to naturalny efekt setek tysięcy lat ewolucji, w trakcie których ludzki mózg rozwijał mechanizmy przetrwania. Dziś jednak, kiedy tygrysy szablozębne czy jadowite węże nie czają się na nas za każdym krzakiem, to przestarzałe nieco oprogramowanie naszego mózgu może utrudniać nam czerpanie pełnej radości z tego, co nas otacza. 

Dobra wiadomość jest jednak taka, że nasz mózg jest neuroplastyczny – posiada niezwykłą zdolność do zmiany pod wpływem nowych doświadczeń. W bardzo dosłowny sposób nasze interakcje ze światem kształtują fizyczną strukturę naszego mózgu.

„Wszystko, na co zwracamy uwagę i kładziemy nacisk w naszych doświadczeniach i interakcjach z innymi ludźmi, tworzy nowe połączenia w naszym mózgu. Tam, gdzie kierujemy naszą uwagę, uaktywniają się neurony. A między neuronami, które zostały pobudzone w tym samym czasie, powstają trwałe połączenia”, piszą Daniel Siegiel i Tina Payne Bryson w książce „Potęga obecności”.

Możemy wykorzystać tę właściwość i trenować nasz umysł w celowym kierowaniu uwagi na nawet najdrobniejsze przyjemności. Taki wysiłek z pewnością nam się opłaci, bo, według badań w dziedzinie psychologii pozytywnej, osiągamy pełnię naszego potencjału i dobrostanu i dopiero wtedy, gdy wskaźnik pozytywności czyli proporcja pozytywnych zdarzeń do negatywnych wynosi co najmniej 3 do 1.

Uważność i wdzięczność nie staną się oczywiście lekiem na wszystkie pracowe bolączki. Nie sprawią, że pozbędziemy się negatywnych myśli, będziemy zawsze działać w stanie pełnego skupienia i emocjonalnej równowagi.

Mogą jednak sprawić, że zaczniecie zauważać własny rozproszony umysł, nazywać własne myśli i reakcje oraz patrzeć na nie z większym dystansem. Uważność pomaga nam uwolnić się od autopilota i być trochę bliżej siebie. A także podejmować bardziej świadome wybory.

Wyliczono, że przeciętnie w ciągu całego życia spędzamy w pracy około 90 000 godzin. Nie mamy wpływu na wszystkie zadania, konflikty i trudne sytuacje, które pojawią się w trakcie tych 90 000 godzin. Ale mamy wpływ na to, czemu dzień po dniu będziemy poświęcać swoją uwagę.